Rozdział
V
Staliśmy teraz w ogromnej Sali treningowej, gdzie
znajdowały się maty, tarcze, noże i wiele innych przydatnych rzeczy do ćwiczeń
„superbohaterów”. Jednak naszą uwagę bardziej niż samo pomieszczenie przyciągały
osoby znajdujące się w nim. Wysoki, dobrze zbudowany blondyn, w obcisłym szarym
t-shircie i szarych dresach stał z założonymi na piersiach rękoma i przyglądał
nam się uważnie. Obok niego trochę niższa, ruda kobieta, w czarnym stroju i
przykuwających uwagę umięśnionych nogach patrzyła na nas bez cienia
jakichkolwiek emocji na twarzy. Trzecią był już poznany przez nasz szef, Nick
Fury.
- Moim drodzy mutanci- zaczął Fury a ja poczułam jak
krew zawrzała we mnie. Nie lubiłam, gdy ktoś w ten sposób się do mnie zwracał…-
chciałbym przedstawić Wam Kapitana Steva Rogersa oraz agentkę Natashe Romanoff,
stanowią oni główny człon Naszego Zarządu. Chciałbym, byście zaprezentowali Nam
swoje umiejętności.
- A co, w cyrku już wszystkie miejsca wykupili?-
wycedził przez zaciśnięte zęby Fenix, a gniew zalała jego twarz.
- Spokojnie- położyłam rękę na jego ramieniu-
Pokażmy tym zapyziałym bohaterom na co, nas stać. Pamiętaj! Bądź dumnym
mutantem.- Gdy to powiedziałam dreszcz przeszedł przez moje plecy. Zabrzmiały
to bardziej nienawistnie, niż mogłam przypuszczać…
Bera i John stali teraz z groźnymi minami, chociaż
widziałam w oczach przyjaciółki znany mi błysk. Błysk, który zdradzał, że
kolana jej miękną na widok młodego, blond staruszka.
- Dobra, plan jest taki, robimy pokaz…-
opowiedziałam swój plan reszcie.
- A więc
dzieciaczki, możemy zaczynać ? Nie mamy całego dnia- szydzącym i zimnym tonem
powiedziała Romanoff. Berenika na te słowa wysunęła się trochę do przodu i
zdjęła okulary.
- Agentko czy nie boisz się chodzić tak wyposażona w
czasie burzy?- Berenika uśmiechnęła się zalotnie- z taka ilością noży i beretta
92 za pasem możesz być istnym piorunochronem dla budynku…
- Skąd wiesz co mam pod kostiumem?
- Bo to widzę agentko…- uśmiech zadowolonej z siebie
Bereniki wyrażał więcej niż tysiąc słów- za to Pan Kapitanie jest całkowicie
bezbronny, tak pewnie czujesz się w naszym towarzystwie?- Rogers spojrzał tylko
pytająco na Furego. Ten jednak milczał.
Przyszła kolej na naszą trójkę. Fenix mając na
twarzy swój zabójczy uśmiechem, przeszedł na środek sali, zacisnął pięści i
wybuchł jak wulkan w czasie erozji. Stał teraz cały w płomieniach, które nie
robiły mu żadnej krzywdy. W tym czasie Jonathan przeszedł na drugi koniec pomieszczenia
i czekał na nasz znak. Wyciągnęłam rękę przed siebie i momentalnie poczułam
ciepło płomienia Fenixa, gestem dłoni zaczęłam przywoływać ogień do siebie, a
ten niczym wąż wił się w moją stronę. Owinął się wokół mojej reki, drugą dłonią
zaczęłam nakreślać nad nim koła tworząc ognistą kulę. Trzymając ją teraz już w
obu dłoniach cisnęłam ją w stronę Johna, a on w jednej krótkiej chwili zmienił
strukturę swojego ciała w najtwardszy z możliwych kamieni. Ogień po tym
zderzeniu rozpierzchł się we wszelkie możliwe kierunki.
Podeszłam do stojącego, żelaznego słupa
podtrzymującego konstrukcję dachu, chwyciłam go oburącz i z zamkniętymi oczyma tak chwilę trwałam.
- Kapitanie Rogers- oderwałam ręce od słupa i
spojrzałam na blondyna- jakie sztuki walki preferuję Pan? Wskazałam ręką ring
zapraszając go jednocześnie do sparingu. Rogers miał minę jakby patrzył właśnie
na szaloną nastolatkę, która nie wie na co się porywa. Wiedziałam, że mój plan
może się nie udać i, że całe wyzwanie pójdzie na marne, jednak nie dałam tego
po sobie poznać.
- Nie sądzę, by był to dobry pomysł…
- Nawojka, Nawojka Nowak miło mi poznać. Jednak
nalegam na sparing, proszę się nie martwić jestem trenowana od 9 roku życia. –
Rogers niechętnie, jednak ruszył w stronę ringu. Przybrał pozę jak do judo, co
niezmiernie mnie ucieszyło. Zaatakowałam pierwsza wysuwając kopnięcie z lewej
nogi, jednak mężczyzna bez problemu uniknął ciosu. Przez chwilę trwała między
nami potyczka cios- blok, wiedziałam jednak, że pora na finał. Podczas gdy
zadał jeden z ciosów odsunęłam blokującą rękę, obrywając w twarz. Jednak ja,
mimo oczekiwań wszystkich, a na pewno Rogersa nie wylądowałam na macie. Na
mojej twarzy nie malował się żaden ślad silnego ciosu Kapitana, jego twarz
wyrażała ogromne zdziwienie, na które czekałam i które rzecz jasna wykorzystałam.
Wysunęłam silny, lewy sierpowy wprost w skroń Steva. Na nieszczęście dla siebie
samego zbyt późno spostrzegł mój zamiar i oderwawszy się od ziemi przeleciał
przez całą długość ringu, wylatując daleko po za niego.
- Ale jak, jak to zrobiłaś- podnosząc się z ogromnym
zdziwieniem z podłogi, Rogers, sam nie dowierzał w to, co właśnie zaszło.
- Żelazo Kapitanie, żelazo- spuentowałam ciepłym i
szerokim uśmiechem. Słyszałam tylko ryk radości za swoimi plecami. Moi
przyjaciele śmiali się niemal zgięci w pół. Avengersi spojrzeli tylko na słup i
na siebie. Fury nagle również się roześmiał i zaczął klaskać.
- No nieźli jesteście młodzi. Tarcza stoi dla was
otworem jeśli już skończycie edukacje.
Steve podszedł do mnie wyciągając rękę- Gratuluję,
to była dobra walka i uśmiechnął się tak słodko, że miałam wręcz pewność, iż
stojąca za mną Bera rozpada się na tysiące kawałków.
- Dziękuję Kapitanie, chociaż wiem, że walczył Pan
ze mną ostrożnie i nie okazywał wobec mnie swojej całej siły. Przepraszam za to
posunięcie.
- Jeszcze się odegram- Steve wyglądał teraz na
całkiem spoko gościa, z którym można pójść nawet na piwo.
- No to teraz nasz kwiat młodzieży może udać się do
swoich pokoi by odpocząć.
Nikt jednak nie wyglądał na specjalnie zmęczonego.
Nikt prócz Fenixa. Ostatnio zauważyłam, że często miewa stany przypływu
zmęczenia. Moja moc za to wzrastała praktycznie z każdym dniem, stawałam się
coraz silniejsza i potrafiłam sprawniej panować nad żywiołami niż kiedykolwiek,
a w szczególności poprawiła się moje władanie ogniem. Kiedyś moim asem w
rękawie była ziemia i to z nią najlepiej sobie radziłam. Jednak od pewnego
czasu ten prym przejmował ogień. Zauważyłam nawet, że po naszych bliższych
kontaktach jak np. całowanie ja wydawałam się bardziej naładowana energią niż
Fenix. Nie mówiąc już po tym jak czułam się po seksie… Mimo, że nie było zbyt
wiele okazji w szkole na wywalczenie sobie tak intymnego czasu wykorzystywaliśmy
okazje, w których mieliśmy na parę godzin wolny pokój. Takich okazji było niewiele, ale zdarzały się. Po każdym
takim naszym „razie” czułam jakby mnie ktoś podłączył do akumulatora, byłam naładowana
energią, cholernie dobrą energią. Za to Fenix był totalnie wykończony. Wtedy
myślałam, że tak po prostu mają faceci, zupełnie inaczej zachowują się po orgazmie
niż kobiety. W sumie nie miałam, z kim tego przegadać. Berenika nie miała nigdy
jeszcze chłopaka, a z mamą przez skaepa było mi dość niezręcznie rozmawiać.
Dopiero teraz to wszystko zaczęło wydawać mi się bardzo dziwne. Ja rosłam w
siłę, Fenix wręcz przeciwnie.
Każdy z nas dostał swój pokój, jednak tak martwiłam
się o samopoczucie Fenixa, że nie w Glowie były mi harce. Weszliśmy razem do jego pokoju.
- Musimy porozmawiać- zaczęłam całkiem poważnie
- Chcesz się mną zaopiekować siostro ?- Fenix mimo,
że czuł się fatalnie próbował to zatuszować.
- Właśnie o tym musimy porozmawiać….