Rozdział
III
Nawojka mimo, iż na pierwszy rzut oka sprawiała
wrażenie spokojnej i wycofanej była typem buntowniczki i strasznego
roztrzepańca. By nikt nie miał wątpliwości, że tak właśnie jest, zaczęła
uwydatniać tą ekspresję. Początkowo niewinnie, ścięła czarne włosy, wygalając
boki a zostawiając dłuższy środek, tak by mogła go nastroszyć w wszelkie
możliwe strony. Później przeszła etap piercingu, przekuwając sobie przegrodę
nosową. Ostatnio jednak poszła o krok dalej. Między piersiami pojawił się
bardzo delikatny, średniej wielkości tatuaż. Dopiero co nabyta świeżynka,
prezent od rodziców na 17 urodziny. Mimo, iż ojciec nie chciał się początkowo
zgodzić, matka Nawki przekonała go, że za rok zrobi sobie go już sama bo będzie
pełnoletnia. Był to czarno-biały bukiet złożony z polskich kwiatów: chaber,
fiołek polny, mak, jaskier i koniczyna łąkowa. Ta kompozycja miała zawsze jej
przypominać kim jest i skąd pochodzi.
Jej styl ubierania nie był jednoznaczny i często wynikał
z tego jaki miała humor danego dnia. Niekiedy była punkową dziewczyną w
podartych jeansach i glanach, niekiedy Hipiską w długich kolorowych sukniach, a
niekiedy po prostu zwykłą nastolatką w przedartych trampkach i bluzie z
kapturem.
Mimo tego, że wydawała się bardzo pewna siebie, to
podobnie jak ludzie w jej wieku cały czas poszukiwała i odkrywała własne ja. Od
jakiegoś czasu zaczęła palić papierosy, cienkie, mentolowe malboro i co
najgorsze, spodobało jej się to. Paliła kiedy czuła się szczęśliwa i wtedy
kiedy miała gorszy dzień. Oczywiście musiała być z tym całkiem ostrożna, bo w
szkole nie tolerowana tego typu zachowań, a na pewno nie przed ukończeniem pełnoletności.
###
Kiedy wróciliśmy do szkoły, która była naszym
obecnym domem, dochodziła 21.00.
- Jestem wykończona, nie myślałam, że tak długo nam
zejdzie ten cały wyjazd- wzdychnęła Berenika ledwo co doczłapując się do drzwi.
- Tylko się jutro nie spóźnijcie- rzucił Cyclops z
tym swoim ironicznym i parszywym uśmieszkiem. Nie cierpię gdy tak robi….
- Jestem potwornie głodny, chodźmy coś zjeść- rzucił
Fenix, najlepszą propozycję jaką mogłam teraz usłyszeć. Tak więc udaliśmy się
do kuchni by przeszperać zawartość lodówki. Postanowiłyśmy z Berą zrobić kanapki
dla nas wszystkich. Gdy zawartość talerza zniknęła w mgnieniu oka zobaczyłam
snującego się po salonie Logana. Obiecałam mu, że pogadamy.
- Nie wiem jak wy, ale ja zbieram się do spania-
Berenika wstała z krzesła i ruszyła
w stronę pokoju, który dzieliła wspólnie ze mną.
- Chcesz jeszcze coś porobić, obejrzymy jakiś film
czy coś?- zagadnął Fenix, a w jego głosie słychać było przekonywujący mnie do
tego pomysłu ton. Ja jednak miałam już inne plany.
- Wiesz, obiecałam Loganowi, że z nim spędzę trochę
czasu, dawno go nie widziałam…
- Ok, spoko rozumiem- uśmiechnął się zrezygnowany
Fenix. Podszedł do mnie i czule mnie pocałował. –Twoja strata mała- rzucił frywolnie i wraz z Johnathanem oddalili się do swojego pokoju.
Weszłam do salonu gdzie rosomak siedział rozwalony
na kanapie. W dresach i podkoszulce wyglądał bardziej jak typowy facet niż jak
super bohater. No dobra może nie typowy facet, bo był mega męski i przystojny. Do tego ostry, hardy charakter, cięte riposty, doskonale potrafił walczyć- mmm mieszanka idealna. Nie rozumiałam dlaczego Jean wybrała Cyclopsa...
- Idziemy się przejść?- zapytałam radośnie- a Logan
wstał potakując głową. Wyszliśmy do ogrodu przy szkole. Logan wyciągnął Cygaro
i odpalił je od zapalniczki. Ja również czując ogromny głód nikotynowy wyciągnęłam
papierosa prosząc o ogień. Logan rozszerzył się oczy i gniewnie zmarszczył
czoło.
- No co Tobie wolno, a mi nie?- zapytałam ze
śmiechem wyprzedzając pytanie, które wyczytałam z jego twarzy.
- Tak Mała, tyle,
że ja nie mogę umrzeć na raka płuc, bo moje komórki zbyt szybko się
regenerują, a z tego co mi wiadomo Twoje nie.
- Będąc x-menem Coś może zabić mnie każdego dnia
misji, a ja mam się przejmować czymś co może zapić mnie za kilkanaście lat?-
Logan tylko spojrzał na mnie badawczo i przesunął wzrok na mój wycięty dekolt-
Masz tatuaż? Pokaż!- Uniosłam wysoko brew rzucając mu rozbawione spojrzenie.-
Logan, ale ja mam chłopaka- roześmiałam się widząc jego podirytowaną minę. –
Dobra, dobra zobacz- Uchyliłam lekko w dół dekolt koszulki ukazując całość
tatuażu. Nie krępowało mnie to, bo wiedziała, że Wolverine traktuję mnie jak
młodszą siostrę.
- Zmieniasz się Nano, mam nadzieję, że te zmiany
podążają w dobrym kierunku- Spojrzał na mnie badawczo.
- Wiesz, biorę przykład z takiego jednego ze
szponami w rękach, jest strasznym buntownikiem, ale zazwyczaj dobrze na tym
wychodzi- oboje roześmialiśmy się.
- Odnalazłeś to, po co wyruszyłeś?- zmieniłam temat
gasząc papierosa.
- Tak sądzę, chociaż nie wszystko dla mnie jest
jeszcze jasne, dręczą mnie nadal pewne… demony, demony przeszłości…
Następnego dnia zajęcia zaczynaliśmy od lekcji z
profesorem Xawierem, z zarządzania kryzysowego i działalności politycznej.
Ledwo zwlekłam się z łóżka, spałam tylko 4 godziny, przegadałam z Loganem
pół nocy. Mimo, że miałam przyjaciół, których bardzo kochałam i ceniłam, z
Loganem rozmawiałam w inny sposób. Zawsze czułam, że jestem do niego podobna,
nie umiałam tylko wytłumaczyć sobie pod jakim względem.
Tematem jaki mieliśmy poruszać na lekcji, były minione
wydarzenia w Nowym Jorku, dotyczące ataku przeprowadzonego przez armię z
kosmosu. Ostatnio wątek Avengersów
przejawiał się często w mojej głowie, wtedy jeszcze nie myślałam jak zmieni to
moje życie…
Oglądaliśmy relacje z ataku, która miała rozpocząć
dyskusję, tak najczęściej wyglądały zajęcia z Profesorem. Miały one kształtować
w nas obiektywizm i wyrabiać trzeźwy osąd wydarzeń. Kiedy rozgorzała wymiana
zdań, nie wiem skąd wypaliłam- A gdzie wtedy byli X-meni? Profesor uniósł jedną
brew, ale nie był zaskoczony pytaniem, jakby spodziewał się, że może ono kiedyś
paść.
- Sądzisz, że powinniśmy wtedy tam być?- zapytał, wciągając
mnie jednocześnie do podjęcia tematu.
- Sądzę, że powinniśmy być tam, gdzie dzieje się
źle, bo chyba na tym polega nasza praca…
- A czy pamiętasz kto był wtedy w Tokio, gdy pewna
grupa terrorystyczna złożona z mutantów próbowała wcielić w życie swój destrukcyjny plan?
- Tak, wiem, że nasi agenci się tym zajmowali, ale
odnoszę wrażenie, że my podejmujemy tylko walkę z innymi, tymi złymi mutantami.
Jeśli chodzi o inne zagrożenia pozostawiamy to, jakby już nas nie dotyczyło…
- Nie chodzi o to, że to nas nie dotyczy Nawojko.
Chodzi o to, że każda z takich grup „specjalnych” ma swój przydział obowiązków
do wykonania i staramy się je wykonywać i nie wchodzić sobie w drogę. Zagrożenia w
dzisiejszym Świecie są różne i nie ma podziału na te mniej lub bardziej ważne.
- Odnoszę jednak wrażenie, że różnimy się tym, że
oni się ujawnili i działają publicznie, my się ukrywamy, jakbyśmy… jakbyśmy nie
byli warci tego, by nas szanować.
- Myślę, że ujawnienie się bardziej niż z szacunkiem
wiąże się z popularnością, która w przypadku walki ze złem nie jest czymś
korzystnym. Nawojko wiesz o tym, że gdy skończy się naukę w naszej szkole można
wybrać drogę życiową jaką się tylko chcę. Część z absolwentów dołącza do
x-menów, jednak dołączenie do innych organizacji zwalczających sytuacje
kryzysowe jak np. Avengers nie jest zdradą.
Nie odpowiedziałam nic, kiwnęłam tylko twierdząco
głową, a jedna myśl nie dawała mi już od tej chwili spokoju… Avengers…
***
Rozkręcam się, powoli mi to idzie bo brakuję mi czasu by pisać wtedy kiedy mam akurat napływ weny, a kiedy już mogę usiąść do kompa to wena odchodzi... Postaram się jednak jak tylko będę mogła bo historia ciśnie mnie i próbuje wyjść ze mnie na światło dzienne :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz