wtorek, 24 maja 2016



Rozdział  II

Sytuacja stała się dość niezręczna, więc rzuciłam ochoczo – Profesorze, czy nie powinniśmy już jechać?- Zobaczyłam wdzięczny wzrok Logana -  Widzimy się później mała- na te słowa Fenix podszedł do mnie i objął mnie w pasie przysuwając bliżej siebie zaznaczając, że jestem jego "Małą". Tak byliśmy z Fenixem, parą, już od około roku. Zazwyczaj tak bywa, że mutanci szukają swoją dugą połówkę, wśród innych mutantów.   
Wyszliśmy przed budynek przed którym stał samochód Cyclopsa. Czarne Maserati Ghibli było stworzenie jako limuzyna o bardziej sportowym charakterze. Samochód z silnikiem turbo benzynowym  V6 o pojemności  3,0 lirtra w połączeniu z automatyczną 8-biegową skrzynią biegów i napędem na tylną oś. Generalnie wymiatał, a nasze humory poprawiły się o co najmniej 180 stopni, bo przejażdżka tym autem to bardziej jak nagroda, niż kara.
– Musimy wziąć mój samochód, bo szkolny jest w naprawie, a po za tym, chcę szybko dostać się do Nowego Yorku- i faktycznie podróż trwała o wiele krócej niż trwałaby Naszym szkolnym Busem. Cyclops mimo wszystko, jest dobrym kierowcą, jechał zdecydowanie i szybko, co sprawiło nam nie małą frajdę.
Zaparkowaliśmy dość blisko budynku, a samochód wzbudził nie małe emocje, zwłaszcza wśród ludzi  w naszym wieku. – Chcę byście zrozumieli po co was tu zabrałem. Kapitan Ameryka to człowiek, niezwykle lojalny, który oddał by życie za swoich ludzi i który wykazał, się w czasie drugiej Wojny  Światowej. A wiecie na czym polegała tajemnica jego udanych misji? – żadne z nas nie kwapiło się do odpowiedzi- Na tym, że wiedział czym jest dyscyplina, wykonywanie rozkazów i odpowiedzialność nie tylko za siebie, ale za wszystkich z którymi pracuję.
W Muzeum ani trochę nie śmierdziało, jak w tego typu miejscach. Na ścianie głównej wisiał olbrzymi baner przedstawiający jego pluton, z którym szturmowali siedzibę nazistowskiej Hydry. Pod sufitami były zawieszone telebimy opowiadające historię bohatera.  
Steve Rogers był sierotą, który w 1940 postanowił zaciągnąć się do armii, jednak nie dostał się z powodów zdrowotnych. Dostał propozycję uczestniczenia w tajnym wojskowym projekcie, kierowanym przez dr Erskin, mającym stworzyć oddział superżołnierzy. Po wstępnych eliminacjach dostał się. Podano mu serum superżołnierza, które zwiększyło jego siłę fizyczną, szybkość, inteligencję i wytrzymałość. Jednak w wyniku sabotażu przeprowadzonego przez nazistowskiego agenta, dr Erskine został zamordowany, przez co Steve stał się jedynym produktem programu superżołnierza. Został wysłany do walki z III Rzeszą. Jego największym wrogiem był Red Skull, nazistowski superzłoczyńca. Kapitan Ameryka posługuje się tarczą o średnicy ok. 3/4 metra (2,5 stopy) wykonaną z vibranium ("superwytrzymałego" metalu,) opanował do stopnia mistrzowskiego boks amerykański oraz judo - i połączył je w jego własną, unikalną sztukę walki.
- Fajne ciacho z tego Steva Rogersa- zagadnęła Berenica, która nie miała chłopaka i łasiła się na każdego miłego i dobrze zbudowanego blondyna.
- Haha tylko trochę już podstarzały, ma chyba z 90 lat
- Ale trzyma się nadal jakby miał 25, a po za tym, tez jest mutantem i ludzie go kochają, zrobili nawet dla niego muzeum.
…jego towarzyszem i jednocześnie najlepszym przyjacielem był James "Bucky" Barnes. Niestety w czasie akcji w Niemczech, zginął wypadając z pędzącego pociąg…
- Zobacz Bera, ten też był by całkiem milutki gdyby nie zginął...- Nim jednak skończyłam wypowiadać te słowa spojrzałam na zdjęcie przyjaciela Kapitana. Był młody, w kwiecie wieku, życie stało przed nim otworem, był przystojny i na pewno miał ogromne powodzenie u kobiet. On jednak wybrał walkę, bo wierzył, że może coś zmienić na świecie. Poczułam się jak głupia smarkula, którą niewątpliwie byłam, jednak teraz zaczęłam odbierać to w bardziej dosadny sposób. Poczułam niesprawiedliwość, że nieliczni Mściciele bronią ludzi, a my zaszywamy się jak myszy w naszych norach. Nie potrafiłam tego zrozumieć, przecież ludzie z takim potencjałem jak my mogli zmienić bieg historii, może ten młody człowiek by wtedy nie zginął. On i wielu innych mu podobnych.
- Hej Darling, coś się tak zapatrzyła- z zadumania wyrwał mnie Fenix, który teraz stał już obok, obejmując mnie w pasie i całując w szyję.- Nabrałaś już cech jakich oczekuję po tej wizycie ukochany wykładowca ?
- Nie wydaje Ci się czasem, że marnujemy nasze moce trzymając je w ukryciu?
- Ale my ich przecież, nie ukrywamy. Wyszkoleni X-meni są wysyłani na misję, zwalczają…
- Zwalczają innych mutantów, którzy są niebezpiecznie, tak wiem- weszłam mu w słowo- Ale gdzie byli X-meni, gdy jakiś popapraniec rozwalił pół centrum Nowego Yorku. Dlaczego pozwoliliśmy, żeby garstka ludzi się tylko tym zajęła. Gdybyśmy im pomogli, może byłoby mnie zniszczeń i ofiar.
- Hej, chyba ta wizyta jednak wpłynęła w pewien sposób na Ciebie- zaśmiał się John.
Cyclops po około godzinie w końcu nas zawołał i kazał zbierać się do domu. W drodze powrotnej jednak rozmył wszelkie pozory miłej i spokojnej atmosfery.
- Żebyście nie myśleli, że to była fajna wycieczka, a ja jestem miłym nauczycielem, macie tydzień na napisanie referatu. Temat związany z II wojną Światową, oraz z tym co widzieliście dzisiaj w muzeum. Myślę, że nie jest to jakoś specjalnie wymagająca misja dla Was, moi młodzi padawani…- żart z Gwiezdnych wojen zawsze spoko…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz