Prolog
1999 rok, Polska Zachodnia
- Nawka! Nawka! Chodź do mnie proszę!- Głos mamy,
chociaż dość stanowczy i poważny nigdy nie tracił swojej ciepłej barwy. Słysząc
go, drobna dziewczynka z czarnymi jak heban włosami splecionymi w dwa kucyki
zbiegła po drewnianych schodach.
Na dole zobaczyła matkę z uśmiechem skrywającym
grymas bólu. Jej oczy były czerwone, ale z całych sił usiłowała powstrzymać się
od płaczu. Ojciec stał tyłem, wpatrywał się w okno, za którym rozciągał się
typowo wiejski krajobraz. W salonie stał
jeszcze ktoś. Rosły, postawny i dobrze zbudowany mężczyzna. Miał bardzo groźny
wyraz twarzy oraz fryzurę która przypominała sierść najeżonego i gotowego do
ataku wilka. Mimo, iż jego wygląd nie przypominał ni w ząb kogoś godnego
zaufania oraz budzącego sympatię
dziewczynka nie bała się. Rodzice zawsze wpajali jej, że strach jest potrzebny,
ale musi być konstruktywny. Ma przynosić korzyść, pomóc a nie obezwładniać i
odejmować rozum. I chociaż miała dopiero
9 lat wiedziała to i wdrażała w życie. Bacznie obserwując gościa posłała mu
uprzejmy, dziecięcy uśmiech. –Dzień dobry Panu. Mamo wołałaś mnie.
-Tak Nawojko. To jest Pan Logan. Pracuję dla szkoły,
w której uczą się nietypowo uzdolnione dzieci. Przyleciał specjalnie aż ze
Stanów Zjednoczonych aby się z tobą spotkać. Razem z tatą chcemy byś się tam
uczyła…- Ale mamo przecież to jest strasznie daleko, codzienne zawożenie mnie
tam zajęłoby mnóstwo czasu. Matka uśmiechnęła się szeroka, jednak zaraz potem
spochmurniała. Wiedziała, że właśnie tego prostego i niewinnego sposobu
myślenia będzie jej najbardziej brakować. W sumie to wszystkiego co wiąże, się
z tą małą piękną i delikatną istotką. Ale wiedziała również, że tak musi być,
nie ma innego wyjścia.
-Panie Logan bardzo proszę, niech Pan zostawi Nas
samych - powiedziała kobieta o delikatnych, aczkolwiek charakterystycznych dla
słowiańskiej urody rysach. Mężczyzna
uśmiechnął się do dziewczynki i wyszedł na taras by napawać się czerwcowym,
wiejskim powietrzem.
- Kochanie, Nawojka- tym razem głos zabrał ojciec,
który nie potrafił ukryć przygnębienia, chyba nawet nie próbował tego ukrywać.
– Ta szkoła to ogromna szansa dla Ciebie. Wiesz, że masz umiejętności niezwykłe
i nietypowe. My z mamą jednak nie umiemy pomóc Ci ich kontrolować i rozwijać…
- Chcecie, żebym tam zamieszkała prawda? Ale
Pojedziecie ze mną i będziemy tam mieszkać, tak ?- Głos dziewczynki załamywał
się pod zalewającymi ją łzami.
-Niestety, ale nie możemy się tam przeprowadzić.
Będziemy mieli cały czas kontakt przez skypa a na wakacje i ferie będziesz
przyjeżdżać do domu… - kobieta nie wytrzymuję i wybucha płaczem. Mężczyzna
wyższy od niej o głowę obejmuje obie swoje dziewczyny i mocno przytula.
- A na moje urodziny będziecie przyjeżdżać?- dodaje
zrezygnowana już dziewczynka o ciemny, smutnych oczach.
-Tak, oczywiście skarbie, a teraz chodź, musimy Cie
spakować…
***
Witam Was serdecznie. To mój pierwszy blog w życiu. Inspiruję się komiksami Marvela i filmami. Mam nadzieję, że spodoba się Wam mój sposób pisania. Jakby co proszę o krytykę, która jest niezbędna by oszlifować mój kunszt pisarski :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz