wtorek, 24 maja 2016



Prolog

1999 rok, Polska Zachodnia

- Nawka! Nawka! Chodź do mnie proszę!- Głos mamy, chociaż dość stanowczy i poważny nigdy nie tracił swojej ciepłej barwy. Słysząc go, drobna dziewczynka z czarnymi jak heban włosami splecionymi w dwa kucyki zbiegła po drewnianych schodach.
Na dole zobaczyła matkę z uśmiechem skrywającym grymas bólu. Jej oczy były czerwone, ale z całych sił usiłowała powstrzymać się od płaczu. Ojciec stał tyłem, wpatrywał się w okno, za którym rozciągał się typowo wiejski krajobraz.  W salonie stał jeszcze ktoś. Rosły, postawny i dobrze zbudowany mężczyzna. Miał bardzo groźny wyraz twarzy oraz fryzurę która przypominała sierść najeżonego i gotowego do ataku wilka. Mimo, iż jego wygląd nie przypominał ni w ząb kogoś godnego zaufania oraz  budzącego sympatię dziewczynka nie bała się. Rodzice zawsze wpajali jej, że strach jest potrzebny, ale musi być konstruktywny. Ma przynosić korzyść, pomóc a nie obezwładniać i odejmować rozum. I chociaż  miała dopiero 9 lat wiedziała to i wdrażała w życie. Bacznie obserwując gościa posłała mu uprzejmy, dziecięcy uśmiech. –Dzień dobry Panu. Mamo wołałaś mnie.
-Tak Nawojko. To jest Pan Logan. Pracuję dla szkoły, w której uczą się nietypowo uzdolnione dzieci. Przyleciał specjalnie aż ze Stanów Zjednoczonych aby się z tobą spotkać. Razem z tatą chcemy byś się tam uczyła…- Ale mamo przecież to jest strasznie daleko, codzienne zawożenie mnie tam zajęłoby mnóstwo czasu. Matka uśmiechnęła się szeroka, jednak zaraz potem spochmurniała. Wiedziała, że właśnie tego prostego i niewinnego sposobu myślenia będzie jej najbardziej brakować. W sumie to wszystkiego co wiąże, się z tą małą piękną i delikatną istotką. Ale wiedziała również, że tak musi być, nie ma innego wyjścia.
-Panie Logan bardzo proszę, niech Pan zostawi Nas samych - powiedziała kobieta o delikatnych, aczkolwiek charakterystycznych dla słowiańskiej urody  rysach. Mężczyzna uśmiechnął się do dziewczynki i wyszedł na taras by napawać się czerwcowym, wiejskim powietrzem.
- Kochanie, Nawojka- tym razem głos zabrał ojciec, który nie potrafił ukryć przygnębienia, chyba nawet nie próbował tego ukrywać. – Ta szkoła to ogromna szansa dla Ciebie. Wiesz, że masz umiejętności niezwykłe i nietypowe. My z mamą jednak nie umiemy pomóc Ci ich kontrolować i rozwijać…
- Chcecie, żebym tam zamieszkała prawda? Ale Pojedziecie ze mną i będziemy tam mieszkać, tak ?- Głos dziewczynki załamywał się pod zalewającymi ją łzami.
-Niestety, ale nie możemy się tam przeprowadzić. Będziemy mieli cały czas kontakt przez skypa a na wakacje i ferie będziesz przyjeżdżać do domu… - kobieta nie wytrzymuję i wybucha płaczem. Mężczyzna wyższy od niej o głowę obejmuje obie swoje dziewczyny i mocno przytula.
- A na moje urodziny będziecie przyjeżdżać?- dodaje zrezygnowana już dziewczynka o ciemny, smutnych oczach.
-Tak, oczywiście skarbie, a teraz chodź, musimy Cie spakować…

 ***


Witam Was serdecznie. To mój pierwszy blog w życiu. Inspiruję się komiksami Marvela i filmami. Mam nadzieję, że spodoba się Wam mój sposób pisania. Jakby co proszę o krytykę, która jest niezbędna by oszlifować mój kunszt pisarski :) 





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz